|
Koty...
|
Smutek człowieka, dramat kota – Misia i Kiciuś poszukują domów |
|
|
|
|
Wpisany przez Barbara Kleczyńska
|
|
poniedziałek, 02 stycznia 2012 19:16 |
|
 Artystyczna dusza, wielkie serce i ogromna wrażliwość. Pan Ryszard w swym niezwykłym domu tworzy przepiękne dzieła – artystyczne oprawy książek. To coś więcej niż kunsztowne okładki – to miniaturowe streszczenia, osobisty komentarz, zaklęty w misternej symbolice tworzywa, ozdób, symboli. W przypadku dzieł pana Ryszarda traci na znaczeniu popularne porzekadło „nie oceniaj książki po okładce”.
Niezwykły dom, to nie tylko kunsztownie oprawione książki i fantastyczne instalacje, odzwierciedlające świat bajek – ten idealny, pełen dobra i sprawiedliwości.
|
|
Poprawiony: poniedziałek, 20 lutego 2012 14:08 |
|
|
Wpisany przez Administrator
|
|
niedziela, 04 września 2011 09:45 |
|
 Psiarze wyjeżdżają na wakacje ze swoimi psami, a kociarze ? Kociarze muszą się na czas wyjazdu rozstać ze swoimi kotami, najczęściej organizując im opiekę catsittera, czyli kogoś zaprzyjaźnionego czy członka rodziny. Kogoś kto zamieszka z pupilem lub będzie go przynajmniej raz dziennie odwiedzał, nakarmi, posprząta kuwetę i jeśli osamotniony kot sobie tego życzy poprzytula.
Kociarz na wyjazdach oczywiście odpoczywa, ale telefonuje często do domu, nie bacząc na koszty roamingu. Poza tym kociarz robi zdjęcia napotkanym kotom, a im bardziej na południe (w strony skąd pochodzą koty) tym więcej obiektów do fotografowania.
 Spotykane koty są ufne mimo, że nie zawsze zadbane i często bezdomne, bez obaw podchodzą do ludzi. Widać, że nie mają złych doświadczeń, nie spotkało ich nic złego ze strony człowieka.
A oto efekty wakacyjnych spotkań.
|
|
Poprawiony: czwartek, 22 września 2011 17:35 |
|
Szczęście ma na imię Kaszmir |
|
|
|
|
Wpisany przez Basia
|
|
niedziela, 24 lipca 2011 17:50 |
|
 Co można znaleźć na jezdni w centrum miasta, po godzinie dziesiątej w nocy? Stłuczone szkło - powiecie, urwaną felgę, puszkę po coli, niedopałek.
A żywego maleńkiego kotka? – Nieeeee - pokręcicie głowami z powątpiewaniem.
Otóż niestety tak.
Tak właśnie znalazłam Kaszmirka, 6-tygodniowe kocię. Śmiertelnie przerażona kupka czarnego futerka, wyglądająca jak niedbale ciśnięta szmatka, tuliła się do krawężnika. Gdyby nie lśniące w świetle latarni ulicznych oczka, pełne niemego błagania o pomoc, pewnie pomyślałabym, że to jakiś gałganek wyrzucony przez niechlujnego kierowcę. Niestety TEN kierowca okazał się pozbawionym ludzkich uczuć sadystą…
 Maluszek, jak się okazało następnego dnia w lecznicy, miał złamaną lewą łapkę. Szczęściem w nieszczęściu, było to czyste złamanie, bez odprysków kości, bez przemieszczeń. Wygoiło się łatwo i szybko, choć weterynarz kręcił głową nad stanem kociątka – maleństwo było poważnie niedożywione. Tragiczne jest to, że Kaszmir z pewnością nie urodził się jako piwniczne kocię. Ma wszelkie nawyki zwierzęcia, które przez dłuższy czas przebywało w bliskim kontakcie z człowiekiem – jest towarzyski, przytula się, pakuje na kolana bez najmniejszych obaw, bez wahania reaguje na wołanie. Przykro pomyśleć, że w domu gdzie był najpierw go byle jak żywiono w sposób absolutnie nieodpowiedni dla małego kotka, a potem bestialsko wyrzucono na pewną śmierć.
A skąd imię Kaszmir? Ano stąd, że kotek ma lekko przedłużone, niezwykle puszyste i miękkie futerko. Jest bardzo prawdopodobne, że gdy dorośnie będzie kotem półdługowłosym. Na razie to jednak rozkoszny i słodki malec, który potrzebuje troskliwego, odpowiedzialnego i pełnego miłości domu. By już nigdy jego życie nie zależało od spostrzegawczości spóźnionego nocnego przechodnia!
Epilog: Kaszmir znalazł dom
|
|
Poprawiony: piątek, 16 grudnia 2011 13:49 |
|
Diablik, który został aniołkiem... |
|
|
|
|
Wpisany przez Basia
|
|
niedziela, 24 lipca 2011 16:54 |
|
 
18 lutego 2012r Azik odszedł za tęczowy most...
Azuś zmarł o 4.54. W nocy zachowywał się już inaczej, nie chciał wyjść na lekarstwo. Dostał je dopiero około północy. Trzymając go na kolanach zauważyłam, że ciężko oddycha, ale on miał wiele nietypowych reakcji związanych z jego lękiem przed światem.
Obudził mnie okropny krzyk cierpiącego kota. Zerwałam się, zapaliłam światło. To był Azuś... Mogłam tylko bezsilnie patrzeć. Skonał w ciągu kilku minut. Żegnaj, czarna kruszynko. Rok temu wyrwałam cię śmierci ale wróciła by się po ciebie upomnieć...Mam nadzieję, że przyjdziesz do mnie po tamtej stronie, nieśmiały, delikatny i podstawisz mi do pogłaskania czarną głowinę.
Na ulicę trafił w środku mroźnej zimy. Trudno pojąć, jak ogromną wolę życia i przetrwania musiało mieć w sobie to kocie dziecko, by zniosło głód, mróz i poniewierkę. Z jakiego dna piekieł musiało pochodzić, by mieć w sobie tyle lęku, agresji i nieufności.
|
|
Poprawiony: sobota, 18 lutego 2012 09:40 |
|
Smutna historia na czterech łapkach |
|
|
|
|
Wpisany przez Marta Grodecka
|
|
piątek, 01 lipca 2011 13:54 |
|
Lecznica dla zwierząt. Poczekalnia. Kilka wolnych miejsc, jakaś pani z pieskiem na kolanach. W rogu siedzi dziewczyna, obok niej kot w transporterze. Do przychodni wchodzi druga dziewczyna, również z transporterem.
Filemon: Cześć!!
(cisza)
Filemon: Mówię cześć !! do ciebie mówię, ty, w tej budzie!!
|
|
Poprawiony: niedziela, 22 stycznia 2012 21:04 |
|
|
|
|
|
|
Strona 1 z 4 |
|