|
 Mroźną, śnieżną nocą, rozpaczliwie miaucząca 5-miesięczna koteczka błąkała się po jednym z rzeszowskich osiedli. Nie rozumiała, dlaczego nagle z ciepłego domu, w którym co prawda rzadko jadała do syta, ale miała kąt do spania i głaszczącą dłoń, została nagle wyrzucona na osiedlową ulicę. Nie wiedziała, że alternatywą dla tułaczki i bezdomności miała być ... śmierć, bo jej opiekunowie widzieli w niej jedynie zabawkę, którą, gdy się znudziła, oddali sąsiadowi, wraz z paroma złotymi i prośbą, by koteczkę pozbawił życia.
Mężczyzna jednak wiedziony namiastką ludzkich uczuć, zamiast zabijać bezbronne stworzenie, porzucił je na środku osiedla.
 Kocie dziecko wykorzystało tę szansę, rzuciło się z żałosnym płaczem pod nogi pierwszej napotkanej osoby. Zostało wzięte do domu, porządnie nakarmione, odrobaczone, przebadane przez weterynarza. Oprócz wychudzenia, świadczącego o tym, że kicia nie jadała najlepiej, jest całkowicie zdrowa.
Teraz szuka domu, odpowiedzialnego i kochającego, który nie zawiedzie jej zaufania i otoczy troską.
Koteczka została nazwana Różyczką - jest bardzo miła, czyściutka, lgnie do człowieka. Ma niezwykle miłe w dotyku futerko i przecudne wyraziste oczy. Jest „gadułą” - gdy się do niej mówi, odpowiada pomiaukiwaniem.
 Dramatyczna historia ujrzała światło dzienne, ponieważ niedoszły zabójca opowiedział ją jednemu z mieszkańców osiedla, który z kolei zna osobę aktualnie opiekującą się Różyczką.
Epilog :
Różyczka ma nowy dom i kochającego opiekuna.
|