|
Lecznica dla zwierząt. Poczekalnia. Kilka wolnych miejsc, jakaś pani z pieskiem na kolanach. W rogu siedzi dziewczyna, obok niej kot w transporterze. Do przychodni wchodzi druga dziewczyna, również z transporterem.
Filemon: Cześć!!
(cisza)
Filemon: Mówię cześć !! do ciebie mówię, ty, w tej budzie!!
Fruzia: (cichym, ledwie słyszalnym głosem) Witaj...
Filemon: Jak masz na imię?? Ja jestem Filemon.
Fruzia: (znów cichym głosem, jakby od niechcenia ) Fruzia...
Filemon: Co taka mało rozmowna jesteś ??
Fruzia: Wszystko mnie boli... Ty za to widzę jesteś bardzo zadowolony, a przecież przyszedłeś do lecznicy. Chore koty nie są szczęśliwe...
Filemon: (zdziwiony) Ale przecież ja nie jestem chory !!
Fruzia: To po co cię tu przywieźli??
Filemon: Moja Duża przywiozła mnie na kontrolę. Wozi mnie raz na rok zobaczyć, czy wszystko ze mną w porządku.
Fruzia: Aha...
Filemon: A twoja Duża po co cię tu przyniosła??
Fruzia westchnęła i powoli z grymasem bólu na pyszczku ostrożnie wysunęła łapkę.
Filemon: Na białe myszy !! co ci się stało ??
Fruzia: Ta łapka w gipsie to jeszcze nic. Jest tylko skręcona. Gorzej z tylną ale nie mogę ci jej pokazać, bo z tymi gipsami nawet nie mogę się przekręcić. Też jest unieruchomiona. Jak upadłam, to kość się przełamała na pól i przebiła mi skórę. ( przerwała na chwilę i dodała ) A w ogóle to ona nie jest moją Dużą....
Fruzia zamyśliła się i zrobiła bardzo smutne oczy. Filemon siedział osłupiały i wpatrywał się w nogę kotki.
Filemon: Aaaleee.. jak to spadłaś ?? skąd ?!
Fruzia: Z balkonu, z dziesiątego piętra. Miałam dużo szczęścia, bo najpierw zahaczyłam o drzewo a potem upadłam na krzaki.
Filemon: (wybałuszając oczy ) Jak można wypaść z balkonu ?! Ja nawet jakbym specjalnie chciał wypaść to nie mam jak, bo moja Duża zakratowała balkon od podłogi aż po sam sufit!!! A czasem takie tłuściutkie wróbelki po trawie chodzą …
Filemon na myśl o tym oblizał się wymownie.
Fruzia: Ty zamiast narzekać to się ciesz !! Twoja Duża zrobiła wszystko, żebyś nie skończył tak jak ja!! Poza tym przecież nie wyskoczyłam specjalnie z tego balkonu... Tylko córka Dużego stanęła - pewnie przez przypadek - zbyt blisko mnie , traciła nogą i straciłam równowagę...
Filemon popatrzył na dziewczynę, która przyniosła Fruzię do przychodni.
Filemon: A ta... ona cie zepchnęła ??
Fruzia: Ta?? a nieee... (Fruzia nagle posmutniała) Ona ma bardzo dużo kotów takich jak ja. Porzucone, pobite, chore. Jak wypadłam z balonu, to córka mojego Dużego przyniosła mnie do tej tu (Fruzia podniosła oczy na dziewczynę) i obiecała, że po mnie wróci. To już było jakiś czas temu, ale jeszcze po mnie nie przyszła...
Filemon: Nie martw się, na pewno przyjdzie !!
Fruzia: Jak powiedziałam innym kotom, że czekam aż córka Dużego po mnie przyjdzie to parsknęły śmiechem. Ponoć każdy z nich już to słyszał …
Filemon: A Duży?? może on po ciebie przyjdzie ??
Fruzia położyła uszy po sobie i wtuliła się w ogon.
Fruzia: Mój Duży kiedyś wyszedł z domu i do tej pory nie wrócił. Kiedyś przyszła jego córka, bardzo smutna była, popłakała chwile i koniec. Zamieszkała potem w domu Dużego i kilka dni później spadłam z balkonu. I teraz jestem tutaj.
Filemon: To straszne!! Ja nie wyobrażam sobie, żeby moja Duża poszła i nie wróciła. Jestem z nią bardzo związany. Zawsze za nią chodzę i tylko patrzę, kiedy mogę wskoczyć jej na kolana i połaskotać ogonkiem po nosie !!
Filemon zaczął mruczeć i ugniatać łapkami kocyk, na którym leżał.
Fruzia: Ja za moim Dużym też chodziłam, ale rzadko był w domu... Poza tym jak do niego podchodziłam to musiałam uważać, żeby mi nie stanął na łapkę, bo on zawsze tak dziwnie chodził – raz w prawo, raz w lewo. Nigdy nie szedł prosto. Czasem nawet mnie kopnął, ale myślę, że nie robił tego specjalnie. I zawsze chodził z butelką. Widocznie bardzo mu się chciało pić. Ale dziwną pił tą wodę. Jak ją kiedyś powąchałam, to aż mi oczka łzawić zaczęły. Woda z kranu zupełnie inaczej pachnie... Czasem pozwalał mi wskoczyć na kolana. Wtedy głośno mruczałam. Gorzej było, jak przychodzili do niego inni. Też z butelkami różnymi. Duży wtedy łapał mnie, ciągnął za ogonek, wąsy, uszy. Bardzo się śmiał i ci inni też.
Filemonowi zjeżyło się futerko na karku.
Filemon: Dlaczego mu na to pozwalałaś??
Fruzia: Przecież to mój Duży. Bolało mnie, ale myślałam, że to taka zabawa, tylko ja jej nie rozumiem. Ale jak ci inni chcieli mnie złapać to uciekałam. Miałam taką tajną skrytkę za szafą i nikt nie mógł mnie tam znaleźć.
Filemon: To tak jak ja!! Tez mam bardzo duuużo skrytek – na szafie, na półce, pod łóżkiem ! Ale moja Duża wie o wszystkich moich skrytkach. Czasem jak mnie woła, specjalnie nie wychodzę, żeby mnie poszukała - chodzi wtedy po wszystkich tajemnych zakamarkach, w których mogę być, aż w końcu mnie znajduje, a ja wtedy udaję, że nie słyszałem jej wołania !!!
Filemon zaczął się śmiać i spojrzał na Fruzię. Chciał ją trochę rozbawić lecz jej nie było do śmiechu.
Fruzia: Mnie Duży nigdy nie szukał. Nie raz było tak, że siedziałam za tą szafą baaardzo, bardzo długo. Aż ci inni pójdą. Czasem całą noc. Bardzo byłam wtedy głodna i chciało mi się pić, ale nie mogłam wyjść, bo nie lubiłam się z nimi bawić w tą ich zabawę. Kiedyś chcieli mnie złapać i jak uciekałam, to rzucili w moją stronę butelką. Rozbiła się i kawałek szkła wbił mi się w łapkę. Bardzo leciała krew ale miałam dużo czasu za szafą, żeby sobie to szkło jakoś wylizać. Udało się, ale bliznę mam do dziś.
Filemon: Ja cię nie rozumiem... Jakby moja Duża taka była, to obraziłbym się na nią i uciekł. Czasem udaje mi się czmychnąć na klatkę schodową i Duża wtedy mnie łapie. Ale jakby moja Duża się mną nie interesowała tak, jak twój Duży, to nikt by mnie nie łapał i uciekłbym.
Fruzia przewróciła oczami i litościwie pokiwała głową.
Fruzia: Ciekawe co byś potem zrobił. Nagle nie miałbyś co jeść, gdzie pójść. A jakby to była zima, nie miałbyś się gdzie ogrzać. Może miałbyś to szczęście, że ktoś uchyliłby okienko w piwnicy. Ale to rzadkość. Wiem co mówię. Sama się tak błąkałam po osiedlach. Aż córka Dużego mnie złapała i powiedziała, że Duży teraz będzie miał towarzystwo. Ucieszyłam się, że będę miała dom. Dlatego nie uciekałam. Z wdzięczności.
Filemon: Wiesz, rozumiem cię trochę. Też się kiedyś błąkałem. Byłem wtedy dużo mniejszy niż teraz. Pamiętam, że było wtedy bardzo gorąco. Złapały mnie dzieci i bawiły się ze mną. Ale potem zacząłem słabnąć. Byłem głodny i spragniony. Kiedy nie miałem już siły stać na łapkach, dzieci uciekły. Ostatkiem sił doczołgałem się pod drzwi i położyłem się na wycieraczce. To było mieszkanie Dużej. Jak mnie zobaczyła, szybko mnie wzięła i zaopiekowała się mną. Przez trzy doby tylko jadłem i spałem. Ale potem już nie odstępowałem Dużej na krok. I tak chodzę za nią od ośmiu lat.
Fruzia: Naprawdę masz szczęście. Zazdroszczę ci. Ale sam widzisz jak to jest, kiedy nie masz się gdzie podziać. Teraz, kiedy wyleczą mi łapki, pewnie wrócę do schroniska. I pewnie już tam zostanę. Niektóre koty są tam już kilka lat i nikt ich nie chce. Niektóre zostały zabrane ale po jakimś czasie wróciły z powrotem. Teraz nadchodzą wakacje, więc będzie nas jeszcze więcej. Poza tym ludzie wolą brać małe kociaki niż takie koty jak my.
Filemon: Yhym... może da się coś z tym zrobić...
Filemon posmutniał. Popatrzył się na swoją Dużą. Kiedy on rozmawiał z Fruzią, Duża cały czas rozmawiała z dziewczyną, która przyniosła na badanie chorą kotkę. Widział, że Duża co chwilę spogląda na Fruzię i bardzo się nad czymś zastanawia. Filemon chciał, by Duża ją wzięła. Nie wiedział jednak co zrobić, by ją przekonać. Pomyślał chwilę. Wstał, zaczął mruczeć i ocierać się o ściany transportera. Wyciągnął łapkę i próbował dostać nią do transportera Fruzi. Popatrzył się na Dużą wymownie. Wiedział, że Duża to zauważy. Wiedział, że Duża ma miękkie serce. Tak dobrze ją znał...
KONIEC
|