|
Kącik wspomnień
|
Piękny rudy kocurek szuka swojego człowieka... Znalazł ! |
|
|
|
|
Wpisany przez Zuzia
|
|
sobota, 05 listopada 2011 22:09 |
|
Jestem Rudolf, ale mówią do mnie Rudi. Takie imię nadała mi Duża, u której teraz jestem. Chyba miałem wcześniej jakieś inne imię, ale już nie pamiętam jakie. Nie pamiętam też swojego domu i nie pamiętam, jak znalazłem się na ulicy. Tam było strasznie, zimno, musiałem bronić się przed innymi kotami, które mieszkały tam od dawna, nie zawsze mogłem się najeść. Musiałem sobie jakoś poradzić i zacząłem udawać hardego kota, takiego macho. Ale było coraz gorzej, coraz zimniej, nie było gdzie się schować. Jedzenie przynosiły takie panie, ale nigdy do nich nie podszedłem, tylko z daleka czekałem jak sobie pójdą i jak inne koty się najedzą. Ale nie zawsze zostało już coś dla mnie. Aż w końcu kiedyś się odważyłem! Zebrałem się w sobie, podszedłem do Dużej, kiedy wykładała jedzenie i podstawiłem grzbiecik. I wiecie co? Ona pogłaskała!!! Pogłaskała bezdomnego, brzydkiego, rudego kocura!!! Ale byłem szczęśliwy!!!
Potem ta "moja" Duża nie pokazała się, przychodziła inna pani, a ja dalej się chowałem... W końcu przyszła! Zobaczyłem ją z daleka i pogoniłem w jej kierunku ile sił w łapkach. Miała jakieś pudełko, wzięła mnie na ręce i tam włożyła. W ogóle się nie broniłem, wszedłem do tego pudełka z kratkami, niech się dzieje co chce... No i miałem rację! Teraz jestem u tej Dużej, mam swój pokój, swoją własną miseczkę i swoją kuwetkę (od razu przypomniało mi się, że już kiedyś taką miałem). Nie jestem już głodny, jest mi ciepło, byłem już nawet u takiego w zielonym, co się nazywa lekarzem. On mnie gniótł po brzuchu, a ja mu mruczałem i mruczałem. Niczego się już nie bałem, bo przecież "moja" Duża była obok...
|
|
Poprawiony: wtorek, 17 stycznia 2012 10:04 |
|
|
Wpisany przez Administrator
|
|
niedziela, 27 listopada 2011 22:06 |
|
 Piękny, młody około 7 miesięczny kocurek został podrzucony na złomowisko w Rzeszowie. Szukając jedzenia wszedł do pobliskiego magazynu, gdzie była wyłożona trutka na szczury. Z głodu zaczął ją jeść. Miał dużo szczęścia, bo ktoś to zauważył i wezwał pomoc. Kocurek został w krótkim czasie przewieziony do lecznicy. Sprowokowano wymioty, podano leki i trafił pod dobrą opiekę do domu tymczasowego.
Ze względu na szybką pomoc jest duża szansa, że trucizna nie wyrządzi w jego organizmie wielu szkód. Dzisiaj czuł się już dobrze, miał apetyt, nie chciał pozować do zdjęć tylko się przytulał i mruczał. Ma piękne, czarne, aksamitne futerko, białe skarpetki i wąsy, jest wielkim pieszczochem. Jak dorośnie będzie dużym kotem.
Bardzo dziękujemy Danusi za ratunek, Maćkowi za błyskawiczny transport do lecznicy Jamnik i Bogusi za opiekę.
Epilog: Niestety Bonifacy nie żyje, osłabiony organizm przegrał walkę z chorobą, 17. grudnia z wielkim bólem opiekunka pozwoliła mu odejść.
|
|
Poprawiony: niedziela, 18 grudnia 2011 08:52 |
|
Wpisany przez Administrator
|
|
niedziela, 20 listopada 2011 20:00 |
|
 Miziak został porzucony wiosną w ogródkach działkowych w Rzeszowie. Jest domowym pieszczochem, od razu pcha się na kolana, przytula i mruczy. Dopóki było ciepło i na działki przychodzili ludzie jakoś sobie radził. Niestety przyszła zima i działki opustoszały. Miziak został sam, wtulony w kartonowe pudełko leżał skulony i czekał.
|
|
Poprawiony: środa, 07 grudnia 2011 21:23 |
|
|
|
|
|
|
Strona 1 z 17 |
|