|
Jestem Rudolf, ale mówią do mnie Rudi. Takie imię nadała mi Duża, u której teraz jestem. Chyba miałem wcześniej jakieś inne imię, ale już nie pamiętam jakie. Nie pamiętam też swojego domu i nie pamiętam, jak znalazłem się na ulicy. Tam było strasznie, zimno, musiałem bronić się przed innymi kotami, które mieszkały tam od dawna, nie zawsze mogłem się najeść. Musiałem sobie jakoś poradzić i zacząłem udawać hardego kota, takiego macho. Ale było coraz gorzej, coraz zimniej, nie było gdzie się schować. Jedzenie przynosiły takie panie, ale nigdy do nich nie podszedłem, tylko z daleka czekałem jak sobie pójdą i jak inne koty się najedzą. Ale nie zawsze zostało już coś dla mnie. Aż w końcu kiedyś się odważyłem! Zebrałem się w sobie, podszedłem do Dużej, kiedy wykładała jedzenie i podstawiłem grzbiecik. I wiecie co? Ona pogłaskała!!! Pogłaskała bezdomnego, brzydkiego, rudego kocura!!! Ale byłem szczęśliwy!!!
Potem ta "moja" Duża nie pokazała się, przychodziła inna pani, a ja dalej się chowałem... W końcu przyszła! Zobaczyłem ją z daleka i pogoniłem w jej kierunku ile sił w łapkach. Miała jakieś pudełko, wzięła mnie na ręce i tam włożyła. W ogóle się nie broniłem, wszedłem do tego pudełka z kratkami, niech się dzieje co chce... No i miałem rację! Teraz jestem u tej Dużej, mam swój pokój, swoją własną miseczkę i swoją kuwetkę (od razu przypomniało mi się, że już kiedyś taką miałem). Nie jestem już głodny, jest mi ciepło, byłem już nawet u takiego w zielonym, co się nazywa lekarzem. On mnie gniótł po brzuchu, a ja mu mruczałem i mruczałem. Niczego się już nie bałem, bo przecież "moja" Duża była obok...
Rudi był kotem bezdomnym. Nie jestem w stanie zrozumieć, jak to się stało, że kot tak bardzo kochający człowieka znalazł się na ulicy. Kocurek zmuszony był żyć wśród stada kotów wolno żyjących, dzikich. Ale Rudi nie umiał się dostosować do takiego życia, nie dawał rady, czego dowodem są połamane zęby i naderwane ucho. Nie dojadał, bo bał się podejść do misek. On wciąż czekał na pomoc człowieka... Kiedy został zabrany do domu był najszczęśliwszym kotem na świecie. Od razu wiedział do czego służy kuweta i ludzkie kolana. Jest niesamowicie pro ludzkim kotem, najlepiej czuje się na kanapie przytulony do człowieka. Na sam widok człowieka mruczy, ugniata łapkami nawet w powietrzu. Jest bardzo spokojny, grzeczny, świetny kot dla kogoś, kto może poświęcić mu trochę czasu na pieszczoty. Ale też dobrze dogaduje się z innymi kotami, jest bardzo ugodowy. Rudi ma ok.2-3 lata, jest odrobaczony, wykastrowany, zdrowy (ma zrobione testy na choroby wirusowe FeLV i FIV, oba testy ujemne).
Epilog : Na początku stycznia 2012r Rudi doczekał się swojego, własnego, kochającego domu w Łodzi!
    
|