|
 Wczoraj podczas codziennego obchodu wokół schroniska spotkałem Franciszkę, moją znajomą z Klubu Kotów Kundelkowych i współtowarzyszkę niedoli. Tak dawno jej nie widziałem, że straciłem nadzieję, że jeszcze żyje… Franciszka, podobnie jak ja, wymknęła się przez dziurę z Kocich Ogrodów i ślad po niej zaginął. Toteż bardzo się ucieszyłem, kiedy nagle pojawiła się na mojej ścieżce- trochę wychudła, futerko trochę zmierzwione, ale cała i zdrowa.
Przywitałem się z nią prawie serdecznie, chociaż, jak wiecie, za towarzystwem kotów raczej nie przepadam, i zaprosiłem na wspólną przechadzkę. Ciekawiło mnie, dlaczego opuściła bezpieczny azyl, może nie całkiem wygodny i przyjemny, ale jest przynajmniej dach nad łebkiem, miękkie legowisko, miseczka karmy i czasem ciepła, przyjazna ludzka ręka… Dlaczego wybrała życie na niebezpiecznej, pełnej zasadzek i głodu wolności?...
Franciszka opowiedziała mi, że męczył ją tłum kotów, drażniły ciągłe awantury, przerażało życie w zamknięciu. Bardzo starała się przywyknąć, ale urodziła się jako kotka wolno żyjąca i już tego nie zmieni. Nie ma nic przeciwko ludziom, ceni ich towarzystwo, ale z daleka. Lubi chodzić własnymi ścieżkami, czasem zapolować na myszkę, przecież nie jest jeszcze taka stara. A jeśli jest całkiem źle, to przychodzi czasem na śniadanie do Kociego Domku.
Miałem kiedyś, w moim dawnym życiu, wielu znajomych wolno żyjących. Tylko nielicznym udawało się dożyć sędziwego, ba- nawet dojrzałego wieku: jednych zabijał głód, innych choroby, jeszcze innych rozpędzone samochody albo po prostu źli ludzie. To brutalne, ale można powiedzieć, że szczęście miał ten kot, któremu udało się odejść od razu- często zdarzało się jednak, że okaleczony, poraniony, cierpiący konał gdzieś w kącie przez kilka dni… Najgorsza była zima: latem to jeszcze można zdobyć pożywienie, ogrzać się w słońcu, ale zimą… Coraz mniej jest kątów, gdzie można się schronić przed mrozem, coraz więcej piwnicznych okienek ludzie szczelnie zamykają przed kotami, jak gdybyśmy byli jakimiś szkodnikami. A przecież moglibyśmy żyć w dobrym sąsiedztwie: my, koty, bardzo wam pomagamy, tępiąc gryzonie, roznoszące choroby. . Choćby nawet kot, mieszkający w waszej piwnicy, był największym leniem, pozbawionym instynktu łowcy, to sam jego zapach wystarczy, by myszy wyniosły się z jego terytorium. Znałem też kilka szczęśliwych kotów wolno żyjących, które mieszkały w takiej piwniczce. Miały swoją Dobrą Dużą, która dbała o to, żeby w piwniczce było czysto, żeby kotów nie zjadały pchły, żeby była kuwetka z piaskiem, a w miseczkach coś na ząb. Woziła do Kociego Doktora, żeby nie rodziło się ich za dużo. Znałem też inne, które wprawdzie nie miały piwniczki, ale którym Opiekunowie postawili drewniane budki, ocieplone styropianem, żeby miały się gdzie schronić. Szkoda, że tak mało jest Dobrych Dużych, ech…
Tak gawędząc podprowadziłem Franciszkę do mojej furtki, gdzie zawsze stoi moja miseczka, żeby się trochę pożywiła. A sam hycnąłem przez otwarte okno do gabinetu, wprost na biurko, kliknąłem w okienko Wszystkowiedzącej Skrzynki i przeczytałem: „Uważa się, że koty zostały po raz pierwszy udomowione w starożytnym Egipcie ok. 6 tysięcy lat temu. Mimo zakazu wywożenia udomowionych kotów z Egiptu, gdzie otaczano je boską czcią, i mimo nakazu wykupywania i przywożenia z powrotem tych kotów, które zostały przemycone poza granice państwa, w pierwszej połowie drugiego tysiąclecia (1700-1500) p.n.e. udomowione koty prawdopodobnie żyły już na terenie Palestyny i na Krecie, gdzie przybyły wraz z egipskimi kupcami. Po dłuższym czasie koty znalazły się w Grecji, a w V wieku p.n.e. Grecy przywieźli je do południowej Italii. Najwcześniejsze wskazówki świadczące o dotarciu kotów domowych do Indii pochodzą mniej więcej z 200 roku p.n.e. Prawdopodobnie jeszcze później dotarły na Daleki Wschód i do Chin. Do rozprzestrzenienia kotów w Europie w dużej mierze przyczynili się Rzymianie. W pierwszej połowie IV wieku n.e. koty żyły już w południowej Anglii, a od wieku X w całej Europie i Azji. Koty mają niezwykłą zdolność adaptowania się do różnorodnych warunków bytowania; docierały do najdalszych zakątków świata na pokładach statków, na które często były zabierane jako tępiciele gryzoni.” (Zuzanna Stromenger, Krzysztof Schmidt ”Kot domowy” )
Kot wolno żyjący nie jest kotem dzikim- jego rodzicami, dziadkami czy pradziadkami były koty domowe, które miały nieszczęście stracić dom. Urodzony i wychowany na wolności, nie nauczył się obdarzać człowieka zaufaniem, ale jako udomowiony potomek kotów żyjących w ciepłych krajach, potrzebuje sąsiedztwa i pomocy człowieka, bo jak mówił Lis do Małego Księcia „Jesteś odpowiedzialny za to, co oswoiłeś” (Antonie de Saint- Exupėry”Mały Książę)
Wrzesiek
|